rozszczepione przez pryzmat języka:
objawienia, puste przejaśnienia, zgrabne
zaznaczenia niewidzialnych
obecności. Dane z góry, bo mózg
na wierzchołku organizmu.
I gwiazdy podpowiadać orbity.
A jednak grawitacja kosmosu działa na mózg.
Odwróć się do mnie szkielecie ze średniowiecznej ryciny.
Wykopnij swą czaszkę do przodu, jak bramkarz.
Ci, co przechodzą za moimi plecami, akurat
gdy piszę, niech spierdalają. Niech
ich weźmie w ramiona zatęchła wilgoć.
Wściekłość jest jedyną moralnością,
która zostaje po rozsypaniu się ideałów
z epoki niedorozwiniętej etyki klas.
Norma zeschła jak stary chleb.
Widziałem parobków oświaty.
Widziałem ich od strony kibli.
Widzę język od strony kibli.
Te ściany przesiąknięte szczochami wyrostków.
Przez te ściany odczytuję smród danych z góry.
Dane z góry wykopuję do przodu, jak bramkarz.
Dziesięć szkieletów rozgrywa koronkową akcję.
Słońce zostało dośrodkowane, lecz bramka nie padła.
Dla urozmaicenia zastosujemy bramkę nocy.
Taki obraz dla rozświetlenia krajobrazu.
Krajobrazu, który został po zadymie cieni.
Przez bramkę nocy nie wolno nic wynosić.
Wiersze cisną się jak zwłoki w masowych grobach.
Zwłoki jak sardynki w puszkach za nieduże pieniądze.
Grawitacja wyciąga mnie z masowego grobu
i idę sobie, tak ot, jak lunatyk, w stronę kompa,
żeby napisać kolejny rozsypujący się wiersz,
o którym napiszą proch recenzji, podobny do chmury,
komuś przyjdzie wciągnąć ten proch do nosa,
komuś przyjdzie do głowy przeżegnać się
fioletową ręką i przewrócić się
do dołu z wapnem; w wielkim domu towarowym,
który uzyskał licencję Systemu, czuję się jak w masowym grobie.
Przez bramkę nie wolno wynosić rzeczy.
Proszę podać trafną definicje rzeczy, czy ona nas zadowoli?
Przepraszam za hałaśliwość klawiatury, nie możesz spać, kochanie?
Nie wiem, czy wypowiadam się w sposób poprawny.
Nie wiem, czy zachowuję się w sposób poprawny
(zachowanie zawsze miałem poprawne).
Głupio mi przyznawać się po raz kolejny.
Jestem ograniczony przez własny organizm.
Jestem ograniczony przez język, którym działam.
Działania są nieskuteczne. Działania są statyczne.
Z działań kikuty cyfr. Gałęzie cyfr.
Patyczki cyfr. Kutasy cyfr!
Dobrze, napiję się wody, usiądę i nie
będę już mówił o sobie, błędy naprawią się same, bo
włączę autokorektę zgodną z Systemem.
Ezra Pound wykreśli czterysta fraz i przewróci
się w grobie. Tylko żeby nie stracić równowagi.
Tylko żeby nie wypaść z drogi,
żeby nie wyrzuciło z orbity, wszystko, tylko
nie wypaść z kreski, żeby nie było autu,
utrzymać się na powierzchni siebie, patrzeć,
się nie pogrążyć w toni, nie odsunąć za
bardzo.
Stop. Stop. Stop. W rękach piłka. Najpierw piłka. Piłka.
Ludzie. Prześwietleni. Szkielety. Rozstawiają
się szkielety. Styl ofensywny szkieletów. Dynamiczny
bardzo styl ofensywny szkieletów; skrzydłowy.
Znam to, ale nie wiem, czy da się go wypraktykować.
Parę tysięcy takich szkieletów leży w ziemi i
nikt nie chce się przyznać. Ile tu w Wielkiej
Brytanii staruszków! Ile tu staruszków!
A u nas co?
Wszystko pod ziemią.
Nasze skarby pod ziemią.
Węgiel pod ziemią. Cynk pod ziemią.
Miedź pod ziemią. Siarka pod ziemią.
Ludzie pod ziemią.
Całymi rzędami.
Pod ziemią.
A my żywe trupy.
Które postradały język
ze zbyt wielkiego wysiłku
trzymania wszystkiego w ryzach.
Ultrafioletowe i podczerwienne pasma literatury
nie wystarczą już, ani prześwietlenia znaczeń.
Teraz objawia się słowny terroryzm:
Heavy Mental.Heavy Mental.Heavy Mental.